Pandemia koronawirusa na kilka miesięcy skutecznie zamroziła profilaktykę nowotworową, czego skutki odczuwać będziemy jeszcze przez długi czas. Ale nawet w tych trudnych czasach jej rola pozostaje równie ważna co wcześniej.

Dr n. med. Paweł Kabata, Klinika Chirurgii Onkologicznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego

Choć nie od dzisiaj wiadomo, że profilaktyka rozmaitych chorób, w tym nowotworów, jest w prawie wszystkich aspektach korzystniejsza, łatwiejsza i umożliwiająca skuteczniejsze leczenie w przypadku zachorowania, to jednak nigdy nie była naszą mocną stroną. Jako społeczeństwo stroniliśmy od możliwości brania udziału w programach badań przesiewowych, co miało swoje smutne przełożenie na, dalece niesatysfakcjonujące dla zdrowia publicznego, statystyki. I choć w kolejnych latach dało się zaobserwować niewielką poprawę, to wyniki te w dalszym ciągu trudno było nazwać dobrymi.

A potem przyszedł marzec 2020 z pandemią koronawirusa i zamroził wszystko. Wstrzymał przemysł, handel, turystykę i większość gałęzi naszej codzienności. W tym także część medycyny, a zwłaszcza te jej obszary, które nie były związane bezpośrednio z ratowaniem życia. Pracownie diagnostyczne takie jak gabinety mammograficzne realizujące programy profilaktyczne, w obawie przed rozprzestrzenianiem wirusa, zamknęły swe podwoje na prawie trzy miesiące, a wiele poradni i gabinetów przeszło w tryb pracy zdalnej, telefonicznej i nastawionej na reagowanie tylko w sytuacjach bezwzględnie tego wymagających. Co gorsze, w tym sparaliżowanym systemie opieki zdrowotnej, nawet w tych sytuacjach, które czekać nie powinny, niezwykle trudno było uzyskać informację o tym, gdzie można otrzymać stosowną pomoc.

Na przykre efekty tej nowej rzeczywistości nie trzeba było długo czekać. Z kolejnymi tygodniami trwającej pandemii zaczęły pojawiać się coraz częstsze przypadki osób u których, już istniejący, nowotwór nie chciał zaczekać aż wirus będzie w odwrocie i postępował. W rezultacie w onkologii obserwujemy obecnie zdecydowany wzrost ilości zaawansowanych nowotworów, którym odebrano szansę na bycie wykrytymi we wcześniejszym stadium, gdy leczenie jest prostsze, szybsze, mniej obciążające dla chorego, ale też lepiej rokujące. Lecz w całej tej sytuacji najsmutniejszy i najbardziej frustrujący pozostaje fakt, że od pierwszych do ostatnich dni lockdownu ośrodki onkologiczne pracowały w trybie ciągłym. Choć działalność ich ograniczona została wyłącznie do leczenia ściśle przeciwnowotworowego, ośrodki zabiegowe nie realizowały tzw. łagodnej onkologii i leczenia profilaktycznego np. w grupie wysokiego ryzyka raka piersi, to jednak przy zastosowaniu wszystkich możliwych środków bezpieczeństwa wszyscy chorzy wymagający leczenia raka, takie leczenie otrzymywali. Pod jednym tylko warunkiem – że zgłosili się do ośrodka onkologicznego.

Dzisiaj, prawie pół roku po ogłoszeniu pandemii jesteśmy w innym miejscu. Wiemy więcej, mamy już określone doświadczenia w starciu z koronawirusem. Ośrodki diagnostyczne, pracownie radiologiczne, gabinety specjalistyczne w większości działają względnie normalnie przy zachowaniu koniecznych środków ostrożności. Ale realizują programy przesiewowe, przyjmują chorych na badania. Co więcej, wiele z nich wzmogło swą aktywność tak, by kolejkę osób oczekujących na badania, która w ciągu pandemicznych miesięcy wydłużyła się do kilku- lub nawet kilkunastomiesięcznego oczekiwania, można było poskromić i jak najskuteczniej rozładować.

Dlatego, jeśli masz zaległe badanie, niezrealizowaną mammografię czy cytologię albo czekasz na kontrolne USG, nie zastanawiaj się dłużej. Dowiedz się w swoim ośrodku jaka jest szansa na zrobienie badania. Jeśli napotkasz problemy, spróbuj w innych miejscach. Bo nowotwory nigdy nie czekają. Mają własną biologię i w swej agresywnej autonomii same decydują o tempie w jakim będą rosnąć. I o ile koronawirus jest groźny, nawet bardzo, o tyle część osób może potraktować łagodniej. Nowotwór złośliwy taki wyrozumiały już nie będzie.