Otyłość to choroba, a właściwie zespół chorób metabolicznych. Przyczyn zaburzeń, które doprowadziły do problemów w równowadze między odczuwaniem głodu i sytości, należy w 99% przypadków szukać w psychice pacjenta. To rzutuje na cały proces leczenia.

Dr n. med. Jakub Bukowczan
Specjalista endokrynolog, diabetolog, obesitolog, Klinika Leczenia Otyłości MEDIQUS

Panie Doktorze, nadwaga i otyłość rodzą się z zaburzenia równowagi między ilością spożywanego jedzenia a naszymi potrzebami energetycznymi. Gdzie tu miejsce na czynnik psychiczny?

Zacznę od tego, że tkanka tłuszczowa jest nam bezwzględnie potrzebna do życia. Magazynuje tłuszcz na okresy głodu i chłodu, amortyzuje, działa jak poduszka ochronna na ważne życiowo narządy wewnętrzne, a także wytwarza hormony i czynniki, które wpływają na pracę układu odpornościowego, m.in. cząstki prozapalne. W leczeniu dążymy do obniżenia ilości tkanki tłuszczowej do najniższego potrzebnego do przeżycia poziomu. Bo kiedy tkanki tłuszczowej mamy w sam raz, jest ona sprzymierzeńcem naszego zdrowia. Kiedy jest jej za dużo, w organizmie pojawia się stan zapalny i w jego konsekwencji rozwijają się m.in. choroby metaboliczne i zapaleniostarzenie.

Nasz mózg w ramach funkcji pierwotnie biologicznych chroni nas przed głodem, dlatego poprzez pobudzanie łaknienia „nakazuje” nam jeść. Żyjemy jednak w czasach, kiedy dostęp do pokarmu jest łatwy, a sama żywność jest niezwykle apetyczna. Sięgamy więc po jedzenie nie z konieczności, ale dla przyjemności. Glukoza, która dociera do mózgu po spożyciu pokarmu, wprawia nas w błogostan sytości. Kiedy w życiu dzieje się źle, najdrobniejsza przyjemność jest antidotum na frustrację i stres. Problem polega na tym, że mamy geny, które umożliwiają nam magazynowanie tłuszczu, ale ponieważ ewolucja nie nadąża za rozwojem cywilizacyjnym, nie mamy genów, które chroniłyby nas przed tyciem. Zatem zestresowany mózg, spragniony psychicznej ulgi, nie zabroni nam sięgać po jedzenie, nawet jeśli ośrodek głodu jest zaspokojony.

Czy kobiety, z uwagi na charakterystyczną dla tej płci większą emocjonalność, są bardziej podatne na rozwój nadwagi i otyłości?

Panie rzeczywiście reagują bardziej emocjonalnie, ale u kobiet, z natury, udział tkanki tłuszczowej w strukturze masy ciała jest o ok. 10% większy niż u mężczyzn. Więcej adipocytów, czyli komórek tłuszczowych, to większa powierzchnia magazynowa dla tłuszczu, którego u pań musi być więcej niż u panów m.in. z konieczności zapewnienia odpowiedniej ilości estrogenów w okresie reprodukcyjnym. Hormony te wytwarzane są również w tkance tłuszczowej.

Czyli leczenie nadwagi i otyłości tylko dietą i zwiększeniem aktywności fizycznej ma niewielki sens?

To bardzo ważne elementy leczenia otyłości. Z moich doświadczeń wynika jednak, że w 99% przypadków nadmierna masa ciała jest konsekwencją trudnych wydarzeń w życiu pacjenta: osobistej traumy czy przewlekłego stresu. Bez odkrycia tej pierwotnej przyczyny i bez wypracowania u pacjenta nowych schematów myślenia oraz nawyków, które chronią przed negatywnym wpływem różnych czynników na psychikę, leczenie dietą nie przyniesie spodziewanych rezultatów.

Jak zatem nowocześnie leczy się otyłość?

Najlepsze efekty przynosi podejście holistycznie i leczenie na wielu płaszczyznach, głównie z wykorzystaniem farmakoterapii i we współpracy specjalistów z różnych dziedzin, w tym kardiologów, ginekologów, dietetyków, psychiatrów, psychologów, a także chirurgów, z którymi współpracujemy w zakresie wykonywania operacji zmniejszających radykalnie ilość tkanki tłuszczowej. To wysoce zindywidualizowany proces, dostosowany do konkretnego pacjenta. Bo każdy pacjent jest wyjątkowy i ma inne doświadczenia, które ukształtowały jego nawyki życiowe i dietetyczne.

Farmakoterapia? Podobno nie ma tabletki na otyłość…

Jednej na pewno nie ma. W terapii wykorzystywane są różne leki przywracające zaburzoną równowagę między ośrodkiem głodu a sytości. W zależności od potrzeb konkretnego pacjenta są to np. leki hormonalne, kardiologiczne, antydepresanty.

To wręcz wywrotowa filozofia leczenia otyłości…

W Polsce pokutuje przekonanie, że otyłość to problem pacjenta, co wpędza go w poczucie winy. My wyprowadzamy pacjenta z poczucia winy i dajemy komfort rozumienia istoty jego problemów oraz dostarczamy narzędzia do samokontroli i samoopieki.

Gdzie nauczył się Pan tak innowacyjnego podejścia do leczenia otyłości?

Całą wiedzę i większość mojego doświadczenia zdobyłem, szkoląc się i pracując przez ponad 11 lat  w wiodących ośrodkach medycznych w USA, Anglii i Irlandii, gdzie praktykowałem pod okiem światowych autorytetów. Pokłosiem tego jest uruchomienie Kliniki Leczenia Otyłości i w jej ramach – specjalnego programu terapii otyłości. Bo w Polsce nie ma nowoczesnych ośrodków dedykowanych stricte temu problemowi.

Każda kobieta z nadmierną masą ciała może po leczeniu znów czuć się atrakcyjna i nie bać się efektu jo-jo?

Tak, pod warunkiem, że otworzy się na terapię i wyrobi w sobie nowe myślenie oraz nawyki dietetyczne.